Lifestyle

SUPERFOOD’S PO POLSKU

20 lipca 2015

superfood

Ostatnio dużo się mówi o tzw. SuperFood’s, czyli o produktach, którym przypisuje się nadprzyrodzone właściwości odżywcze. Na blogu pojawiło się już kilka przepisów z quinoą, nasionami chia czy spiruliną. Dziś jednak nie będzie o tych egzotycznych super produktach z dalekich zakątków świata, ale o tych naszych, lokalnych. Mimo, że czasem eksperymentuje, to na co dzień jestem jednak wierna prostocie i dlatego postanowiłam poszukać tego, co nam bliskie i co służy ludziom w naszym regionie od lat, a nie tego co modne i przeleciało setki kilometrów, żeby finalnie wylądować na naszym stole, a po drodze wyczyścić nam kieszeń ;)

Zacznijmy od mojej ulubionej kaszy jaglanej. Kiedyś kojarzyła mi się jedynie z potrawą wigilijną, teraz jest podstawowym składnikiem mojej diety. Swoje uczucia ulokowałam w kaszy jaglanej nie bez powodu – okazało się, że nie toleruje nie tylko glutenu, ale również owsa, a rezygnując z nabiału potrzebowałam szybkiego zamiennika dla standardowego dla mnie zestawu jogurt + muesli + owoce. Jaglanka czyli kasza jaglana gotowana na wodzie lub mleku roślinnym okazała się strzałem w dziesiątkę. Czemu? Naprawdę syci. Tylko tyle i aż tyle :)

Ale o co chodzi z tą kaszą? Wspominałam już kiedyś, że kasza jaglana jest super produktem antywirusowym, który z powodzeniem stosuję na przeziębienia. Masz katar? Gotuj gar kaszy jaglanej i jedz, bo ma silne właściwości rozgrzewające i jest naturalnym antybiotykiem.
Ponadto kasza jaglana odkwasza organizm. Brzmi nieciekawie, ale to bardzo ważne, ponieważ większość produktów, które stanowią podstawę diety tradycyjnej (mam na myśli dietę niewegańską), zakwasza organizm, który i tak sam w sobie ma do tego tendencje. Efektem takiego braku równowagi jest zazwyczaj zmęczenie, kiepski nastrój i ogólne osłabienie organizmu. Pewnie to dlatego jaglanka daje mi rano takiego kopa.
Co więcej kasza jaglana jest świetnym źródłem wielu składników mineralnych  (m.in. krzemu)  i witamin, w tym tych z grupy B, które mają pozytywny wpływ na skórę, włosy i paznokcie. Dodajmy do tego tryptofan, który jest prekursorem serotoniny i mamy przepis na szczęście.

Jeśli chodzi o kaszę trzeba uczciwie wspomnieć, że jest z nią mały problem – wiele osób uważa ją po prostu za niesmaczną. Ale ale, nikt nie namawia Was do monodiety jaglanej. Wielokrotnie na blogu pokazałam, że z kaszy można przygotować zarówno pożywne śniadanie jak i obiad czy nawet wegańskie burgery.
Problem dotyczy najczęściej gorzkiego smaku kaszy, którego pozbędziemy się parokrotnie przelewając ją na sitku pod bieżącą wodą. Proste? Proste! I tyle dobrego <3

Kasza jaglana – polski superfood. Dostępny wszędzie. Nieprzetworzony. Polecam!

Co poza kaszą zasługuje na miano polskiej „super żywności” ? Moim zdaniem zdecydowanie siemię lniane. Pewnie każdy z Was zna te małe nasionka, których zdrowotne właściwości wykorzystuje się od setek lat. Sporo się o nich mówi w kontekście dużej zawartości błonnika, który jest wskazany w codziennej diecie, żeby nasze jelita czuły się i pracowały prawidłowo, jednak siemie lniane to nie tylko błonnik i świetny składnik detoksykujący. Warto wiedzieć, że jest bogatym źródłem tłuszczy, ale bez obawy – tych dobrych ;) głównie kwasów wielonasyconych i jednonasyconych. Dlaczego to takie ważne? Bo mają one pozytywny wpływ na poziom cholesterolu oraz trójglicerydów we krwi. Zapobiegają więc chorobom serca – najogólniej mówiąc.
Ponadto nasiona lnu są bogatym źródłem aminokwasów, składników mineralnych oraz witamin, głównie z grupy B, które są szczególnie potrzebne osobom na diecie wegetariańskiej i wegańskiej. Co więcej dzięki zawartości fitoestrogenów  sprawdzają się w profilaktyce nowotworowej.

Z czym to jeść? Ja osobiście polecam dodawać prażone nasiona siemienia lnianego zarówno do muesli jak i do sałatek. Dzięki temu te lekkie dania staną się pełnowartościowym posiłkiem. Nie wspominając, że są też idealnym składnikiem do pieczywa oraz wszelkiego rodzaju ciasteczek zbożowych i batoników, które dodadzą nam energii kiedy dzień da nam już lekko w kość.

Kolejny produkt na mojej liście superfoods, mało tego, że jest lokalny, sezonowy, i uwaga: lubi go chyba każdy <3, to jest też dość nieoczywisty. Mowa o… truskawkach (!), które przyznaję się nie były na mojej TOP liście super żywności, ale sezon na nie powoli się kończy, więc chciałabym podkreślić dlaczego jeszcze dziś powinniście lecieć po łubiankę truskawek. Albo nawet po parę, jeśli macie miejsce w zamrażarce ;) Niewiele osób o tym wie, ale truskawki mają więcej witaminy C niż cytrusy (!). Jak się bardziej pogrzebie w temacie to okazuje się, że truskawki to odżywcza bomba. Niby owoc, niby słodki, ale okazuje się, że aktywnie pobudzają białka chroniące m.in. przed cukrzycą. Dostarczają również witamin A, B1, B2, B3 i PP, a także wapnia, fosforu, potasu, żelaza i tych dwóch na „m”, czyli magnezu i manganu.
Dużo tego, a to nie koniec, jest też bowiem dobra wiadomość dla osób, które chcą zgubić kilo albo dwa (czyt. prawie każdej kobiety). Truskawki są bogate w pektyny, które pobudzają pracę jelit, regulują trawienie i przyspieszają przemianę materii. Ponadto 100g truskawek ma zaledwie 28 kcal, więc można jeść , jeść i jeść.
I dobrze! Jak dla mnie wszystko co słodkie powinno zyskać miano superfood, wtedy mogłabym bezkarnie dbać o swoje zdrowie na śniadanie, obiad i kolację.

Nie będę Wam pisać z czym jeść truskawki, bo oczywiście z truskawkami ;) chociaż letni obiad w postaci makaronu z truskawkami to też dobry pomysł. Ważne by jeść truskawki nieprzetworzone, wtedy bowiem zachowują 100% swoich zdrowotnych właściwości.

Podsumowując o polskich superfoods można by pisać i pisać. Niektóre są bardziej oczywiste, inne mniej, ale poza korzyściami zdrowotnymi, łączy je jedno – dostępność. No i jeszcze prostota, bo nawet jeśli Twoja kreatywność kulinarna jest uśpiona, to na pewno w łatwy sposób możesz przygotować proste danie, które dostarczy Ci wszystkiego co dobre. Może nie modnie, za to lokalnie i na lokalną kieszeń.

Zobacz także

Brak komentarzy

Odpowiedz